Jacek Szafranowicz - Dziennik

Zimno. Ciemno. Jeszcze nie zapalili latarń...

Zimno. Ciemno. Jeszcze nie zapalili latarń. Stałem na parkingu na fajce, kiedy dostrzegłem dziada, który podjechał na rowerze pod blok. W koszyku na przedzie brzęczały butelki. Zygzakował, ale trafił pod słup. Zaraz chciał oczepić rower o słup, ale tak oczepił, że zamiast koła, to sobie nogę oczepił. Najpierw rower się przewrócił, butelki poleciały w trawę. Potem on się przewrócił. Będzie musiał stary zaczynać od nowa. Westchnąłem.

- Ja może panu pomogę - zawołałem do niego.
- Nie, ja daje radę, ja rade radę, ale może niech pan wciśnie siódemkę. Krystynie zabiera sporo, żeby odebrać. Ja zdążę dojść.

Podszedłem pod klatkę. Wcisnąłem siódemkę. Domofon dzwonił.

- A jak odbierze, to co powiedzieć? - zapytałem.
- Niech pan powie, że Andrzej nadchodzi.
- Dobrze - powiedziałem. - Na pewno nie pomóc panu?
- Nie, ja tu daje radę, daje radę.

Krystyna nie odebrała.

Andrzej w końcu ogarnął rower, pozbierał butelki i pod domofon. Zadzwonił. Krystyna odebrała. Pytała, co on się tak ociągał.

- Jak mnie kochasz, to wpuść, bo zimno - powiedział Andrzej.

Zabrzęczały drzwi. Andrzej wlazł do środka.
  • 12 listopada 2017, 17:34:39
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się